AUSTRIA 05.2008

Drugi długi wekend Majowy

Cel uświęca środki, a deep air ratuje nasz portfel :-) relacja z nurkowania 57/15.
Plan był prosty, zrobić o metr więcej niż jest na naszej home reef (Sproitz). Założyliśmy (kto by pamiętał dokladnie ile było na dnie) że u Krzyżaków jest 56 metrów. Aby ratować nasze szczupłe portfele i nie powiększać debetu zdecydowaliśmy się na nurkowanie na powietrzu. O pewnych problemach plastikowych nie wspominając ;-)

Lata przygotowań, ciężki trening, litry potu wylane na siłowni, szukanie sponsorów, przewidywanie wszystkich możliwych awarii, konsultacje z najlepszymi nurkami, kilkadziesiąt nurkowań treningowych.
To wszystko zajęło by dużo czasu, postanowiliśmy więc zrobić to normalnie i rozsądnie.

Zaplanowaliśmy rekreacyjne nurkowanie z czasem dennym 15 minut, mieliśmy osiągnąć docelową głębokość w ciągu trzech minut. Zanurzaliśmy się nie przy pionowej ścianie, lecz przy dość stromo opadającym stoku. Dopłynięcie do ściany wymagałoby przepłynięcia 150-200 metrów po powierzchni, a na to jesteśmy zbyt leniwi :-). Jak zwykle zaplanowaliśmy zbyt długa dekompresje, ale jak mówi legenda: "przez długą dekompresję zmniejsza sie depresję", a my lubimy sie dekompresować :-D.

Rano wczesna pobudka, sniadanie i wyjazd nad wodę. Stres, nerwy, ból żolądka - nic z tego nie wystapiło. Trochę szkoda, bo mogło to być naprawde ekstremalne nurkowanie. Oczywiście miejsce przy wejściu do akwenu było już zajęte i musieliśmy zaparkować 100 metrów dalej. Ach ci przeklęci Niemcy :-). Jakoś dalismy radę, wózek do butli spisał się doskonale. Chyc, Chyc, myk, myk i sprzet złożony a my ubrani w te śmieszne gumowe ubranka. Coś tam jeszcze posprawdzaliśmy przed zanurzeniem - procedura trzech tenorów: kaptur, maska, laska :-) i można sie zanurzać. Widocznośc poprawiała się dość szybko. Przy powierzchni widać było na ok. 5 m, na 57 metrach wizurka poprawiła się i oszacowalismy ją na ok. 20 metrów. Mirek pokazał ciekawy znak - widocznośc że głowa boli. To juz kolejny ciekawy znak paranurkowy. Płyneliśmy, płynelismy, narkozka dośc słabo nas poniewierała, zapewne dzięki spokojnegmu płynięciu, wolnemu zanurzaniu i naszej ogólnej dzielności :-D. Jak to jest do końca nie wiemy, chyba musimy jakąs książke przeczytać ;-)
W trakcie nurkowania pomyślalem że w Sproitz może być jednak 57 metrów i dla pewności opadłem na 58. Nie ma to jak trzymanie się planu (pewnie była to wina narkozy azotowej i teraz tak sobie to tłumaczę). Mirek trzymał się założonego planu i nie przekroczył głębokości ani o centymetr. Łatwo mu to przyszło, bo miał dobrego instruktora :-D
Czas szybko leciał i zgodnie z planem rozpoczęliśmy wynurzanie w 15 minucie. Potem już tylko nudna dekompresja, zmiany gazów (nitrox 50 i tlen) i koniec nurkowania. W końcu mozna było coś zjeśc :-D

 


Speed... :-)

Papryk lansuje się przed austriackimi strażakami :-)

Złomiarze?

Polowanie na ryby :-)

Bez sensu. Facet leży na stole i macha płetwami, trzeba mu pomóc :-)

Teoretycznie... nauka teorii

Ale tu k... pieknie :-)

W czasię drugiedo długiego wekendu majowego, w okolicy było dużo Polaków. Spotykaliśmy ich nawet pod wodą :-)

Jeszcze tylko ładowanie butli i za chwilkę...

nie tak szybko, jeszcze tylko grill...

jeszcze tylko zjemy obiad i do wody

Mirek już w trakcie pierwszego nurkowania pisał pamiętnik

Kamień.

Dużo kamieni

Prawie jak CCR :-)

W pieknej scenerii rozpoczynamy serię głebokich nurkowań wrakowych :-)

Na poczatek podwodne sławojki :-)

Potem wrak łodzi...

A na koniec najsłyniejszy chyba na świecie wrak :-)

Mirek dekompresuje się podczas powrotu z Titanica.
To było naprawdę głeboko :-)

A dziad siedział, nie powiedział, a to było tak :-)

Najbardziej odrażający moment wyjazdu - spożywamy alkohol :-)

profil z opisywanego nurkowania